Imprezy powinny być
przyjemne, prawda? Alkohol, taniec, fajne dupy, seks. Mieszanka wybuchowa.
Dotychczas też myślałam, że imprezy są super, Ale zmieniłam zdanie po ostatnim
wyjściu.
Chciałam wyjść do klubu,
więc szybko się ogarnęłam, założyłam czarną sukienkę, idealnie podkreślającą moją
zgrabną sylwetkę, włosy wyprostowałam i pomalowałam oczy czarną kredką. Nic nadzwyczajnego.
Chciałam nawet zabrać ze sobą tego bufona, to znaczy Giroud, ale on stwierdził,
że ma lepsze rzeczy do roboty. Poszłam więc sama do mojego ulubionego Mojito.
Potańczyłam, poflirtowałam z kilkoma chłopakami i w końcu postanowiłam
odpocząć. Zamówiłam sobie drinka i postanowiłam usiąść na moim ulubionym
miejscu, przy moim ulubionym stoliku. Widziałam stamtąd cały parkiet, a nawet wejście,
więc mogłam ogarniać czy nie pojawia się jakieś ciacho. Ale tym razem to
miejsce okazało się najmniej trafnym wyborem. Oparłam się o ścianę i zobaczyłam
jego. Ich. Noela, Katie i ich nowego kumpla. Chociaż słowo sponsor jest w tej
sytuacji bardziej odpowiednie. No, Olivier, teraz to mi dojebałeś. Próbowałam
nie wpatrywać się w mojego byłego całującego moją byłą najlepszą przyjaciółkę.
Głupia dziwka. Właśnie dlatego nie ufam dziewczynom. Co chwila zerkałam na nich
i zauważyłam, że najwspanialszy Olivier G. nie odrywa ode mnie wzroku. Mierzyliśmy
się spojrzeniem, dopóki ten nie szturchnął Noela. Chłopak uśmiechnął się
cynicznie, gdy tylko mnie dostrzegł. Obrzydzał mnie. We trójkę mierzyli mnie
wzrokiem. Nie miałam szans.
Caroline
1:1 Olivier
Wstałam z kanapy, żeby
porwać do tańca jakiegoś przystojniaka i zapomnieć o tym, co właśnie zobaczyłam,
ale poczułam, że ktoś łapie mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam
Noela.
- Spierdalaj – warknęłam,
próbując wyrwać się z jego uścisku. Chłopak jednak nie ustępował. Popchnął mnie
pod ścianę i zaczął całować. A raczej wepchnął mi swój język do ust. Cały czas
próbowałam go odepchnąć, ale miał za dużo siły. Rozerwał ramiączko mojej
sukienki. Myślałam, że to koniec. Ta sukienka kosztowała trzysta funtów, a ta
cipa ja zepsuła! Zaczęłam się drzeć, ale w klubie było za głośno, żeby
ktokolwiek mnie usłyszał. Zaczęłam się trochę denerwować, bo wiedziałam, czego
on chce. Wprawdzie nie odmawiam seksu takim przystojniakom, ale z nim bym się nie
przespała nawet gdyby mi zapłacił. W pewnej chwili ktoś odciągnął go ode mnie i
wyprowadził mnie na zewnątrz. Byłam zbyt roztrzęsiona, żeby zobaczyć kto to.
Podniosłam wzrok i wtedy go zobaczyłam. Podał mi swoją kurtkę i objął ramieniem.
- Dzięki, Kieran – powiedziałam
cicho, tuląc się do niego.
- Nie ma za co, młoda – uśmiechnął
się. Powoli się uspokajałam, zaczynałam obmyślać plan, jak mogę wykorzystać
młodego Anglika.
- Odwiózłbyś mnie do domu? –
zapytałam po chwili. Pokiwał głową, cały czas się uśmiechając.
Otworzył mi drzwi i dopiero
kiedy zapiął mój pas, sam wsiadł do auta. Włączył muzykę, bardzo dobrą muzykę.
Całą drogę spędziliśmy słuchając Arctic Monkeys. Oboje nic nie mówiliśmy,
czasem tylko śpiewaliśmy fragmenty jakiejś piosenki. Kieran cały czas się uśmiechał
i kątem oka co chwilę zerkał na moja podwiniętą sukienkę. Tak, tak, zrobiłam to
celowo. Nie będzie trudno. Chociaż z Gibbsem nigdy nie było trudno. Kochankiem
był dość słabym, ale za to facetem zajebistym.
Kiedy dojechaliśmy na
miejsce, zauważyłam, że w domu nikogo nie ma. Uśmiechnęłam się zalotnie do
Anglika i pociągnęłam go do domu. Na początku trochę się opierał, ale kiedy już
znaleźliśmy się w moim pokoju, stracił wszelkie wątpliwości. Rzuciłam go na
łóżko i bez problemu zsunęłam jego spodnie. Chwilę później pozbyliśmy się
wszystkich ubrań, a Kieran całował mnie po całym ciele. Nie liczyło się nic
innego, gdy nasze ciała złączyły się w jedność. Byliśmy tylko my dwoje.
**
Obudziłam się, czując, że ktoś
mnie obejmuje. Spojrzałam na mojego kochanka. Ahhh, no tak, Gibbs. No muszę
przyznać, że się poprawił od naszego ostatniego spotkania. Bardzo się poprawił.
Mniam. Punktuje sobie u mnie. Szturchnęłam go, a on po chwili obudził się i
pocałował mnie w policzek.
- Część, rudy aniele –
nachylił się nade mną i odgarnął włosy z mojej twarz. Cały czas się uśmiechał,
co zaczynało mnie już wkurwiać. Chyba za dużo sobie wyobrażał.
- No hej – podniosłam się z łóżka – Chodź, idziemy na śniadanie.
Włożyłam stanik i krótkie
spodenki, narzuciłam na siebie szlafrok. Odwróciłam się, czekając na mojego
kolegę. To znaczy kochanka. Jak zwał, tak zwał. Kieran w końcu zwlekł się z
łóżka, założył bokserki i razem ze mną zszedł na dół.
- No do kurwy – warknęłam,
widząc Giroud w kuchni. Wymienili z Kieranem zaskoczone spojrzenia, ale się nie
przywitali. Anglik objął mnie ramieniem, co bardzo mnie zdziwiło. – Oli,
kochanie – zaczęłam miło, aby po chwili dodać – spierdalaj.
- Ani mi się śni, słoneczko
– odpowiedział zjadliwie – Usiądźcie sobie – wskazał na dwa krzesła
naprzeciwko.
Dla swiętego spokoju Anglik
usiadł na krześle, ale ja nie miałam tego w planach. Jedzenie z nim w jednym
pomieszczeniu, to tak jak jedzenie krowiego gówna. Chociaż nie wiem czy to
pierwsze nie jest gorsze. Postanowiłam zrobić śniadanie i zjeść je z Kieranem
na tarasie, póki pogoda nam na to pozwalała. Widziałam jak Giroud się na mnie
gapi, jak obserwuje każdy mój ruch. Nieprzypadkowo nie wkładałam bluzki.
- Zabieraj te swoje
wielkie, śmierdzące stopy –kopię go po kostkach, bo uniemożliwia mi dojście do
zlewu.
- Wiesz co mówią o dużych
stopach? – pyta po jakiejś minucie. No, no, zaskakuje mnie jego refleks.
- Wiem, ale jak patrzę na
ciebie, to widzę, że to bujda – w końcu kopię go tak mocno, że zabiera nogi.
- Słuchaj… - zachodzi mnie
od tyłu.
- Nie, to ty słuchaj. –
odwracam się i patrzymy sobie w oczy – widzisz ten kij, tam w kącie? Jak się nie
zamkniesz, to wsadzę ci go tak głęboko w dupę, że wylezie nosem i zatańczy waka
waka w ogrodzie.
Jak zwykle nie wie, co mi
odpowiedzieć. Zostawiamy go i idziemy na taras. Pożałuje tego, że się urodził.
sorry, że krótki i beznadziejny, ale chwilowo opusciła mnie wena :/ Z dedykacją dla Dominiki :D:*