sobota, 15 września 2012

[004] Falling from the edge today


Imprezy powinny być przyjemne, prawda? Alkohol, taniec, fajne dupy, seks. Mieszanka wybuchowa. Dotychczas też myślałam, że imprezy są super, Ale zmieniłam zdanie po ostatnim wyjściu.
Chciałam wyjść do klubu, więc szybko się ogarnęłam, założyłam czarną sukienkę, idealnie podkreślającą moją zgrabną sylwetkę, włosy wyprostowałam i pomalowałam oczy czarną kredką. Nic nadzwyczajnego. Chciałam nawet zabrać ze sobą tego bufona, to znaczy Giroud, ale on stwierdził, że ma lepsze rzeczy do roboty. Poszłam więc sama do mojego ulubionego Mojito. Potańczyłam, poflirtowałam z kilkoma chłopakami i w końcu postanowiłam odpocząć. Zamówiłam sobie drinka i postanowiłam usiąść na moim ulubionym miejscu, przy moim ulubionym stoliku. Widziałam stamtąd cały parkiet, a nawet wejście, więc mogłam ogarniać czy nie pojawia się jakieś ciacho. Ale tym razem to miejsce okazało się najmniej trafnym wyborem. Oparłam się o ścianę i zobaczyłam jego. Ich. Noela, Katie i ich nowego kumpla. Chociaż słowo sponsor jest w tej sytuacji bardziej odpowiednie. No, Olivier, teraz to mi dojebałeś. Próbowałam nie wpatrywać się w mojego byłego całującego moją byłą najlepszą przyjaciółkę. Głupia dziwka. Właśnie dlatego nie ufam dziewczynom. Co chwila zerkałam na nich i zauważyłam, że najwspanialszy Olivier G. nie odrywa ode mnie wzroku. Mierzyliśmy się spojrzeniem, dopóki ten nie szturchnął Noela. Chłopak uśmiechnął się cynicznie, gdy tylko mnie dostrzegł. Obrzydzał mnie. We trójkę mierzyli mnie wzrokiem. Nie miałam szans.
Caroline 1:1 Olivier
Wstałam z kanapy, żeby porwać do tańca jakiegoś przystojniaka i zapomnieć o tym, co właśnie zobaczyłam, ale poczułam, że ktoś łapie mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam Noela.
- Spierdalaj – warknęłam, próbując wyrwać się z jego uścisku. Chłopak jednak nie ustępował. Popchnął mnie pod ścianę i zaczął całować. A raczej wepchnął mi swój język do ust. Cały czas próbowałam go odepchnąć, ale miał za dużo siły. Rozerwał ramiączko mojej sukienki. Myślałam, że to koniec. Ta sukienka kosztowała trzysta funtów, a ta cipa ja zepsuła! Zaczęłam się drzeć, ale w klubie było za głośno, żeby ktokolwiek mnie usłyszał. Zaczęłam się trochę denerwować, bo wiedziałam, czego on chce. Wprawdzie nie odmawiam seksu takim przystojniakom, ale z nim bym się nie przespała nawet gdyby mi zapłacił. W pewnej chwili ktoś odciągnął go ode mnie i wyprowadził mnie na zewnątrz. Byłam zbyt roztrzęsiona, żeby zobaczyć kto to. Podniosłam wzrok i wtedy go zobaczyłam. Podał mi swoją kurtkę i objął ramieniem.
- Dzięki, Kieran – powiedziałam cicho, tuląc się do niego.
- Nie ma za co, młoda – uśmiechnął się. Powoli się uspokajałam, zaczynałam obmyślać plan, jak mogę wykorzystać młodego Anglika.
- Odwiózłbyś mnie do domu? – zapytałam po chwili. Pokiwał głową, cały czas się uśmiechając.
Otworzył mi drzwi i dopiero kiedy zapiął mój pas, sam wsiadł do auta. Włączył muzykę, bardzo dobrą muzykę. Całą drogę spędziliśmy słuchając Arctic Monkeys. Oboje nic nie mówiliśmy, czasem tylko śpiewaliśmy fragmenty jakiejś piosenki. Kieran cały czas się uśmiechał i kątem oka co chwilę zerkał na moja podwiniętą sukienkę. Tak, tak, zrobiłam to celowo. Nie będzie trudno. Chociaż z Gibbsem nigdy nie było trudno. Kochankiem był dość słabym, ale za to facetem zajebistym.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, zauważyłam, że w domu nikogo nie ma. Uśmiechnęłam się zalotnie do Anglika i pociągnęłam go do domu. Na początku trochę się opierał, ale kiedy już znaleźliśmy się w moim pokoju, stracił wszelkie wątpliwości. Rzuciłam go na łóżko i bez problemu zsunęłam jego spodnie. Chwilę później pozbyliśmy się wszystkich ubrań, a Kieran całował mnie po całym ciele. Nie liczyło się nic innego, gdy nasze ciała złączyły się w jedność. Byliśmy tylko my dwoje.
**
Obudziłam się, czując, że ktoś mnie obejmuje. Spojrzałam na mojego kochanka. Ahhh, no tak, Gibbs. No muszę przyznać, że się poprawił od naszego ostatniego spotkania. Bardzo się poprawił. Mniam. Punktuje sobie u mnie. Szturchnęłam go, a on po chwili obudził się i pocałował mnie w policzek.
- Część, rudy aniele – nachylił się nade mną i odgarnął włosy z mojej twarz. Cały czas się uśmiechał, co zaczynało mnie już wkurwiać. Chyba za dużo sobie wyobrażał.
- No hej – podniosłam się  z łóżka – Chodź, idziemy na śniadanie.
Włożyłam stanik i krótkie spodenki, narzuciłam na siebie szlafrok. Odwróciłam się, czekając na mojego kolegę. To znaczy kochanka. Jak zwał, tak zwał. Kieran w końcu zwlekł się z łóżka, założył bokserki i razem ze mną zszedł na dół.
- No do kurwy – warknęłam, widząc Giroud w kuchni. Wymienili z Kieranem zaskoczone spojrzenia, ale się nie przywitali. Anglik objął mnie ramieniem, co bardzo mnie zdziwiło. – Oli, kochanie – zaczęłam miło, aby po chwili dodać – spierdalaj.
- Ani mi się śni, słoneczko – odpowiedział zjadliwie – Usiądźcie sobie – wskazał na dwa krzesła naprzeciwko.
Dla swiętego spokoju Anglik usiadł na krześle, ale ja nie miałam tego w planach. Jedzenie z nim w jednym pomieszczeniu, to tak jak jedzenie krowiego gówna. Chociaż nie wiem czy to pierwsze nie jest gorsze. Postanowiłam zrobić śniadanie i zjeść je z Kieranem na tarasie, póki pogoda nam na to pozwalała. Widziałam jak Giroud się na mnie gapi, jak obserwuje każdy mój ruch. Nieprzypadkowo nie wkładałam bluzki.
- Zabieraj te swoje wielkie, śmierdzące stopy –kopię go po kostkach, bo uniemożliwia mi dojście do zlewu.
- Wiesz co mówią o dużych stopach? – pyta po jakiejś minucie. No, no, zaskakuje mnie jego refleks.
- Wiem, ale jak patrzę na ciebie, to widzę, że to bujda – w końcu kopię go tak mocno, że zabiera nogi.
- Słuchaj… - zachodzi mnie od tyłu.
- Nie, to ty słuchaj. – odwracam się i patrzymy sobie w oczy – widzisz ten kij, tam w kącie? Jak się nie zamkniesz, to wsadzę ci go tak głęboko w dupę, że wylezie nosem i zatańczy waka waka w ogrodzie.
Jak zwykle nie wie, co mi odpowiedzieć. Zostawiamy go i idziemy na taras. Pożałuje tego, że się urodził.




sorry, że krótki i beznadziejny, ale chwilowo opusciła mnie wena :/ Z dedykacją dla Dominiki :D:*

sobota, 1 września 2012

[003] Losing my faith today


Mam areszt domowy. Czaicie to kurwa? Mam dwadzieścia lat, mieszkam z  bratem i mam areszt domowy. Który zarządził mój brat, jak dowiedział się, że podrywam jego kumpla z drużyny. Nie mogę też pić alkoholu, bo sobie nie kupiłam, a nie mogę wyjść z domu, bo Jack mnie zabije jak się dowie. Z pokoju też lepiej jak za często nie wychodzę, bo zawsze mogę natknąć się na tego pajaca i przypadkiem pierdolnąć w niego tak mocno, że oboje sie przewrócimy i dojdzie do jakiegoś stosunku płciowego. W sensie seksu. Albo, że przypadkiem moje usta znajdą się na wysokości metra osiemdziesiąt cztery i dotkną jego ust, a mój język przypadkiem sobie wejdzie do jego ust. Krótko mówiąc, mój brat uważa, że chcę zgwałcić jego kumpla. Można w ogóle zgwałcić chłopaka? Co ja mam go kurwa rozebrać, zrobić mu loda i go gwałcić? Ja nie wiem jak można być takim debilem, żeby myśleć, że Twoja siostra umie gwałcić. No ja nawet jak gwałcicielka nie wyglądam!
     Tak więc siedzę teraz w pokoju, objadam się ciastkami w czekoladzie i czatuję na Twitterze. Nie na piłkarzy oczywiście, bo jeszcze przypadkiem jakiegoś zgwałcę przez internet. Próbuję sobie znaleźć tam znajomych, bo mojemu braciszkowi nie pasuje, że szlajam się tylko po pubach, gdzie robię nie wiadomo co z nie wiadomo kim, a nikt mnie nie pilnuję i jeszcze przypadkiem jego mała siostrzyczka może zostać skrzywdzona. No to szukam jakichś normalnych ludzi w tym internetowym śmietniku, ale nie mogę nic znaleźć. Nikt nie odpowiada moim wymaganiom, serio. Z dziewczynami nie mogę pogadać, bo jak fanka Arsenalu, to jara się Giroud, a ja nie mogę, bo Jack zobaczy i mnie  posieka i wrzuci do Tamizy. A z chłopakiem mogę pogadać albo o piłce, albo o tym kiedy mnie przeleci. Też odpada. Dlatego ustaliłam sobie, że po zobaczeniu profilu jednej osoby, zjadam jedno ciastko. Czas wolniej płynie, jem pyszne przekąski i dupa mi rośnie. No, będzie czym pokręcić.
     Słyszę, że ktoś wchodzi do domu. Pewnie Jack. Może się nie obrazi jak zejdę do niego, żeby sobie z nim pogadać. Czuję się w tym pokoiku bardzo samotna, a ciastka to moi jedyni przyjaciele. A ja je zjadam. Zjadam swoich przyjaciół. Olaboga! Hannibal jestem... albo ciasteczkowy potwór. Sama nie wiem, która postać fajniejsza. Będę obiema. Będę kurwa wszystkim! Panią wszechś...
     - Kurwa, no co ty robisz dziewczyno? - nie uwierzycie. Spadłam ze schodów. Pierdolnęłam w tego kto przyszedł, a dodam, że to wcale nie był Jack. I teraz na sobie leżymy. O Jezu, jestem gwałcicielką. - No złaź ze mnie!
     - Sory... - mówię cicho i czuję, że wstawanie to nie był dobry pomysł. Złapałam się barierki i z trudem przeszłam połowę schodów. Cholernie kręciło mi się w głowie, ale i tak nie miałam innego wyjścia. Może się uda. A może nie…
***
     Budzi mnie ból. Ogromny ból. Jakbym miała połamane wszystkie kości. Z trudem otwieram oczy i domyślam się, że leżę na kanapie w salonie. Nie za bardzo pamiętam jakim cudem się tu znalazłam. No na pewno się nie napiłam i cudem tu nie dotarłam. Ta, spadłam ze schodów. Raz na Giroud i drugi raz na kafelki. Ktoś mnie musiał przenieść.
     - Jack? – pytam.
     - Leż – odpowiada mi ktoś, ale to na pewno nie jest mój brat. Przytrzymuje moją rękę, kiedy próbuję się podnieść. Odwracam wzrok i widzę, że na fotelu siedzi Francuz. – Dobrze się czujesz?
- Tak, świetnie. Bo tak przeważnie czują się osoby, które spierdoliły się  ze schodów i zajebały z całej siły głową o kafelki, nie?- warknęłam sarkastycznie.
- Musisz być taka niemiła? Pomogłem ci – wlepia we mnie swoje błękitne ślepia.
- A czy ty musisz niszczyć mi życie? – złość powoli we mnie narasta, chłopczyk jeszcze pożałuje, że zaczął. Wpatruje się we mnie zaskoczony. – No co się tak gapisz jak ciele w malowane wrota? Od kiedy tu jesteś wszystko, co było między mną a Jackiem się psuje! Kurwa, przez ciebie nie mogę wyjść z domu, nie mogę nawet normalnie iść się wysikać, bo jeszcze przypadkiem trafię w kiblu na ciebie! Już wystarczająco wiele rzeczy źle mi się ułożyło, więc albo zostaw mnie w spokoju raz na zawsze, albo pożałujesz. Chciałeś się zabawić i sprawdzić kto wygra tę pojebaną gierkę? – wrzeszczę, a z każdym kolejnym słowem chłopak staje się co raz bardziej przerażony. – To ja ci powiem. Wygrałeś. Wygrałeś, chociaż nie wiem co ci z takiej wygranej. Ani mnie nie zaliczyłeś, ani nie zaliczysz. Zadowolony!? – przypływ adrenaliny sprawia, że podnoszę się z sofy i wbiegam szybko na górę. Zamykam drzwi kluczykiem i rzucam się na łózko.
     Jeszcze prze chwilę nie czuję bólu. Leżę i tępo wpatruję się w sufit. Giroud myśli, że wygrał wojnę. A wygrał tylko i wyłącznie jedną bitwę. Jeszcze mu pokażę, co to znaczy mieszkać pod jednym dachem z Caroline Rachel Wilshere. Będzie żałował, że kiedykolwiek postawił swoją nogę w Londynie. Nie obchodzi mnie nawet to, że niedługo wróci Jack i możliwe, że wkurzy się na mnie jeszcze bardziej. Mam to gdzieś. Potrzebuję odpoczynku, spokoju. Przypływ adrenaliny minął i czuję jak ból rozsadza mi czaszkę. Czuję, że każda osobna część ciała mnie boli. Możliwe, że połamałam żebra, bo każdy kolejny oddech sprawia mi ból.
     Gdy tak leżę na swoim łóżku, słyszę, że ktoś cicho puka do moich drzwi. Ignoruję to, nie mam ochoty z nikim rozmawiać, ani na nikogo patrzeć. Mogę tu umrzeć w samotności.
- Caro… - a więc to Jack – Caro, chciałbym pogadać.
- Nie mogę się podnieść z łóżka, braciszku – mówię najgłośniej jak się da. Po chwili brat siedzi już obok mnie na łóżku i delikatnie odgarnia włosy z twarzy.
     Nie krzyczy na mnie, na początku w ogóle nic nie mówi. Po prostu przytula mnie i pozwala się wypłakać. Wie, że cierpię. Tylko pewnie nie wie dlaczego. Zaraz wyskoczy mi z tekstem, że może jakiś facet dawno temu mnie zranił  i takie tam, a mnie po prostu napierdala głowa.
- Słuchaj, Caro, wiem, że nie jest ci łatwo – zaczyna, a ja po raz pierwszy nie wiem z czym mi nie jest łatwo. Z bólem głowy? No nie jest, to fakt. Jednak jego kolejne słowa zbijają mnie z pantałyku.  – Każdy czasem czuje się odrzucony, ale uwierz, Olivier to nie jest jedyny facet na ziemi.
- Ja pierdole, Jack, skończ – patrzę na niego z niemałym przerażeniem. Ja nie czuję się odrzucona, do cholery! – Ja po prostu spadłam ze schodów.
- Caro, rozumiem, że to odrzucenie boli, bo jesteś naprawdę piękną dziewczyną…
- Jezu, przestań opowiadać jakieś farmazony, Wilshere! – krzyczę, bo wiem, że dłużej takich głupot nie będę mogła słuchać. – Powiem to tylko raz. Słuchaj uważnie. Spadłam ze schodów i bardzo boli mnie głowa, mam w dupie Giroud, a bardziej odrzucona czułam się, kiedy nasz pies podbiegł do ciebie zamiast do mnie. Chciałam tylko przelecieć twojego kolegę, bo taka jestem. Lubię seks. Bardziej niż fajki, czyli bardzo. A co noc z innym lubię bardziej niż alkohol. Chciałam go mieć na jedną noc, ale się nie udało, trudno. Ale nikt mnie nie odrzucił do cholery!
- Nie wierzę… - Jack wstaje z łóżka i patrzy na mnie… zdegustowany. Jego wzrok boli bardziej niż jakiekolwiek słowa. Patrzy tak, jakby mną gardził.
- Jackie…
- Daj mi spokój –wychodzi, głośno trzaskając drzwiami, a ja czuję, że zalewam się łzami.
***
     Minęły dwa tygodnie od kiedy ucięliśmy sobie z Jackiem krótką rozmowę. Na szczęście wszystko wróciło do normy, dalej jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i już nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. Powiedzieliśmy sobie wszystko i teraz czuję się o wiele lepiej, bo wiem, że nie muszę już niczego ukrywać, chociaż mój brat nie do końca wszystko toleruje. Ale jeśli mogę powiedzieć, że Jack nie do końca cos toleruje, to co dopiero powiedzieć o księciu Olivierze. Chuj go strzela, jak widzi kolejnego faceta wymykającego się rano z domu. Ostatnio przyłapałam go jak się gapił na mnie i jednego z moich kochanków. Niby przyszedł tylko do kuchni, ale w gazecie to chyba sobie zrobił dziurki na oczy, żeby podglądać jak się zabawiamy. Pornos na żywo, pewnie był przeszczęśliwy. Oczywiście w salonie uprawiam seks tylko po to, żeby poczuł się zazdrosny. Żeby zobaczył co stracił. Jeszcze do mnie nie przybiegł, ale to oczywiście nie oznacza, że tego nie zrobi. Już zaczyna się do mnie nawet odzywać, tyle, że tym razem to ja go olewam. Taka mała zamiana ról.
     Żebra już mnie przestały boleć i bez problemu podnoszę się z łózka. Spoglądam w duże lustro i widzę zgrabną dziewczynę z długimi czerwonymi włosami, ubraną w bardzo krótką koszulę nocną. Jak się schylam to widać mi tyłek. A jak się przyjrzeć, to nie tylko. Wkładam kapcie i schodzę na dół, gdzie zastaję Giroud. Na początku mnie nie zauważa, bo jestem cichutka jak myszka i dopiero kiedy podchodzę do lodówki, żeby wyciągnąć jogurt, dostrzega mnie.
- Dzień dobry – mówi, uśmiechając się zalotnie. Zanim zdążę odpowiedzieć z rąk wypada mi łyżeczka i schylam się żeby ją podnieść. Niby nie ładnie tak tyłem do gościa, ale…
- Wiesz co? – pytam, widząc kubek, który z niewyjaśnionych przyczyn znalazł się na podłodze. – Jak będę kręcić film to dam ci główną rolę.
- A co to będzie za film? Pornos? – podchodzi bliżej mnie i zmysłowo oblizuje usta. Noo, to mi się podoba. Ocieram się o niego i przygryzam wargę.
- Nie, katastroficzny – rzucam przez ramię i odchodzę ze swoim jogurtem.
Caroline 1 :0 Olivier. A więc gra się jeszcze nie skończyła.

            Mogę szczerze powiedzieć, że Pan Idealne Pośladki zaczyna powoli ulegać mojemu urokowi. Mhm, a jakby tak zobaczył jakie mam boskie wnętrze… No tak, jeszcze zobaczy, tylko będzie musiał się trochę bardziej o to postarać. Wcześniej było łatwo, teraz nie będzie. Obym mu się tylko nie znudziła, bo wtedy to będzie gra bez końca. Przeczesuję palcami włosy i zastanawiam się, co dzisiaj będę robić. Mogę wyjść na miasto, albo wyjść na miasto. No ewentualnie wyjść na miasto. Skoro mam taki trudny wybór, to wyjdę na miasto. Przy dobrych wiatrach znajdę nowego kochanka. A może dziś będę grzeczna i tylko się napiję? Hmm, tak wiele trudnych wyborów w moim nędznym życiu…


Ale to jest beznadziejne. Eh. Z dedykacją dla moich fanów! I Markusa :D