Spoglądasz
na mnie, trzymając w dłoni kieliszek wypełniony najlepszym czerwonym winem.
Widzę złość i gniew w twoich oczach, widzę, że ręce ci się trzęsą. Jesteś jak
tykająca bomba, która zaraz wybuchnie. I chociaż nie lubię jak się złościsz, to
tym razem rozumiem twój stan. Rozumiem twój gniew, ba, byłabym nawet w stanie
zrozumieć, gdybyś mnie znienawidził. W końcu zmarnowałeś dla mnie dwa lata
życia. Nie powiedziałeś tego, ale wiem, że tak czujesz. Czekam aż w końcu coś
powiesz. Możesz krzyczeć, możesz się wydzierać. Ale nie milcz tak, bo dobija
mnie to! Cisza jest dużo gorsza niż krzyk, dobrze o tym wiesz. Może właśnie
dlatego się nie odzywasz. Może w taki sposób chcesz mnie ukarać, chociaż
doskonale wiesz, że to nie jest moja wina. Nie mogłam tak żyć. Wiedziałeś, co
może się stać, jeśli zwiążesz się z szesnastolatką. Wiedziałeś, ale jednak nie
odrzuciło cię to.
-
Jak mogłaś to zrobić? – pytasz w końcu, a gniew w twoich oczach ustąpił
smutkowi – Jak mogłaś postąpić tak nieodpowiedzialnie? - Nie umiem nic
odpowiedzieć. Spuszczam wzrok i patrzę na swoje kolana. Boję się znów dostrzec
ten ból w twoich zielonych oczach. Boję się, że tego nie wytrzymam. Zdejmuję z
palca pierścionek, który mi dałeś i kładę go na stół. Nie zasługuję na ciebie,
chyba nigdy nie zasługiwałam. Patrzysz na mnie zdziwiony - Mnie też już nie
kochasz? – spoglądasz to na mnie, to na pierścionek, który leży naprzeciw
ciebie.
-
Kocham – szepczę.
Przypominam
sobie, jak mi się oświadczyłeś. Czekałam na ciebie przed stadionem, po wygranym
meczu z Tottenhamem. Strasznie długo cię nie było, a kiedy wyszedłeś, byłeś
bardzo podenerwowany. Nie wiedziałam, co się dzieje. Fani podchodzili do
ciebie, prosząc o autograf lub wspólne zdjęcie i wtedy to zrobiłeś. Przed samym
wejściem, klęknąłeś i spytałeś, czy zostanę twoją żoną. Pamiętasz jak zaczęłam
się wtedy śmiać? Myślałam, że żartujesz, przecież byliśmy ze sobą dopiero rok,
a co więcej, ja miałam dopiero siedemnaście lat. Kibice zebrali się wokół nas i
zaczęli bić brawa i krzyczeć, żebym się zgodziła. Otworzyłeś czerwone
pudełeczko, w którym zobaczyłam pierścionek z malutkim diamentem. Byłeś
strasznie zestresowany, a ja nie mogłam wykrztusić ani jednego słowa. W końcu
powiedziałam tak, a ty włożyłeś
pierścionek na mój palec. Podniosłeś mnie i pocałowałeś tak, jak jeszcze nigdy
tego nie zrobiłeś. Z oczu popłynęły mi łzy, bo nie mogłam uwierzyć w to, co się
właśnie stało. Oświadczył mi się mężczyzna, którego kochałam.
Wiesz,
że nie chcę ci oddawać tego pierścionka, prawda? Nie przestałam cię kochać.
Myślę, że pokochałam cię już wtedy, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy.
Pamiętasz to jeszcze? Przypadkowe spotkanie w kawiarni. Zamówiłeś taką samą
kawę jak ja. Cynamonowe Latte. Wydarłam się wtedy na ciebie, że zabrałeś mi
moją kawę, a kiedy się odwróciłeś i spojrzałeś na mnie niczym kot ze Shreka,
złość mi przeszła. Nie wiedziałam, że jesteś sławny, nie interesowałam się
wtedy piłką nożną. Ale kiedy ludzie zaczęli prosić cię o autograf, wybiegłeś ze
Starbucksa, zabierając moją kawę. Ja dostałam twoją. Wyszłam stamtąd szybko,
cały czas o tobie myśląc. Dopiero w domu pomyślałam, żeby spojrzeć na kubek po
kawie, na którym na pewno było napisane twoje imię. Olivier. I serduszko obok. Zaśmiałam się i postanowiłam cię
znaleźć. Znalazłam. Przeglądałam wszystkie twoje zdjęcia, twittera, facebooka,
zaczęłam nawet oglądać mecze Arsenalu.
I
to na meczu spotkaliśmy się po raz drugi. Chciałam znów zobaczyć cię na żywo.
Strzeliłeś nawet bramkę. To był mecz z West Hamem. Spiker powiedział wtedy, że
to była twoja pierwsza bramka w barwach Arsenalu. Darłam się jak głupia. Po
meczu zawołałeś mnie, kiedy schodziłam po schodach. Cynamonowa dziewczyno! – krzyknąłeś wtedy. Odwróciłam się i
uśmiechnęłam się szeroko. Też się uśmiechnąłeś. Zaprosiłeś mnie na kawę
i..jakoś tak wyszło, że zostaliśmy parą. Wszyscy mi zazdrościli, w końcu moim
chłopakiem był Olivier Giroud.
Było
nam cudownie, powtarzałeś, że to najlepsze dwa lata twojego życia. Zabierałeś mnie na mecze, na imprezy. Poznałam
wszystkich kolegów i dzięki tobie pokochałam piłkę nożną. Nie wyobrażałam już
sobie bez tego życia. Bez tej adrenaliny, bez codziennego sprawdzania
wiadomości ze świata futbolu. Czasem nawet uczyłeś mnie grać, pamiętasz?
Śmiałeś się, że mam lepszego cela niż ty, chociaż w ogóle nie trafiałam do
bramki. Chodziliśmy na spacery, na obiady. Zapominałam, że między nami jest aż
dziesięć lat różnicy. Nie traktowałeś mnie jak dzieciaka, chociaż oczywiście
opiekowałeś się mną i czasem zachowywałeś jak starszy brat. Byłeś cierpliwy, na
nic mnie nie namawiałeś. Byłeś po prostu idealny, a ja taka nie potrafiłam być.
Musiałam coś zepsuć, zjebać.
Wszystko
zmieniło się miesiąc temu. Dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Świat legł mi w
gruzach. Nie chciałam z tobą rozmawiać, nie odbierałam telefonów, nie
pozwalałam wpuścić cię do domu. Nikt nie wiedział, co się ze mną dzieję, a ty
tak bardzo się martwiłeś. Płakałam całymi dniami, z nikim nie rozmawiałam.
Wiesz jak ja się wtedy czułam? Chciałam, żebyś był obok, ale wiedziałam, że nie
pozwolisz mi zrobić tego, co planowałam. Nigdy nie zgodziłbyś się na aborcję,
przecież to też twoje dziecko. A ja wiedziałam, że nie dam rady. Nienawidziłam
dzieci, nienawidziłam siebie, że zgodziłam się pójść z tobą do łóżka. Nawet nie
skończyłam szkoły, nie wyobrażałam sobie, że miałabym donosić ciążę do końca.
Udało mi się zebrać pieniądze i zrobiłam to. Usunęłam. Powiedziałam ci jak było
już po wszystkim. Nawet się nie złościłeś, ty po prostu się rozpłakałeś.
Przyjechałeś
wtedy do mnie, z bukietem czerwonych róż, uśmiechnięty, ale jednocześnie
zmartwiony, bo nie wiedziałeś, co się dzieje. Nie spodziewałeś się tego,
prawda? Powiedziałeś wtedy, że nie sądziłeś, że mogę być zdolna do tak
okropnego czynu. Wtedy zrozumiałam, że postąpiłam źle, ale było już za późno.
Za późno żeby to odwrócić. Bałam się, że cię stracę. Patrzyłeś na mnie, a po
policzkach ciekły ci łzy. Cisnąłeś kwiaty w kąt i wybiegłeś z domu. Przez
miesiąc się nie odzywałeś. Przez miesiąc wegetowałam, jak jakaś roślinka, którą
ktoś zapomniał podlać. Codziennie dzwoniłam, ale zrozumiałam w końcu, że to nie
ma sensu. Że już nigdy nie usłyszę twojego głosu, że już nigdy mnie nie
przytulisz, nie pocałujesz. Rzuciłam szkołę. Nie wychodziłam ze swojego pokoju,
prawie nie jadłam. A wiesz, co było w tym wszystkim najgorsze? Że to ja
doprowadziłam do tej sytuacji. Chciałam nawet się zabić, ale brakowało mi
odwagi. Najbardziej bałam się tego, że się nie uda. Że ktoś mnie w jakiś sposób
uratuje. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić i wtedy zadzwoniłeś. Spytałeś, czy
przyjadę na kolację. Przyjechałam.
Dalej
na mnie patrzysz, dalej się nie uśmiechasz. Prosisz, żebym coś zjadła, ale ja
nie mam ochoty na jedzenie. Chcę tylko, żebyś mnie przytulił, ale przecież o to
nie poproszę. Tak bardzo brakuje mi twojej bliskości, tak bardzo chciałabym
znów poczuć ciepło twoich ust, chciałabym, żebyś pogłaskał mnie po włosach, jak
to robiłeś zawsze, gdy byłam smutna. Chciałabym, żebyś powiedział, że będzie
dobrze. Wzięłam pierścionek z powrotem do ręki i zaczęłam go obracać w dłoni.
Nie wytrzymałam, w końcu łzy poleciały po moich policzkach. Nie chciała wyjść
na potwora, na kogoś, kto nie ma uczuć. Myślałam, że tak będzie łatwiej, że będzie
jak dawniej. Myliłam się i teraz dobrze o tym wiem. Oli, ja mogę mieć z tobą
nawet setkę dzieci! Teraz. Tylko wybacz mi to, co zrobiłam. Bałam się!
Tak
bardzo się bałam, że odejdziesz i zostanę z tym sama. Mówiłam ci, że jestem
słaba, młoda, głupia. Ale cały czas cię kochałam. Wiesz, teraz myślę sobie,
jakby to było, gdybym tego nie zrobiła. Za parę miesięcy urodziłoby się nam
dziecko, może chłopczyk, który byłby taką miniaturką ciebie. Miałby twoje
zielone oczy i twój bajeczny uśmiech. Łamał by serca dziewczynom, ale kiedy
znalazłby tę jedyną, kochałby ją, tak, jak ty kochałeś mnie. A gdyby to była
dziewczynka, to może byłaby podobna do mnie? Kupowalibyśmy jej malutkie
sukieneczki i kostiumy Arsenalu… Tak, Olivierze, wiem, że popełniłam błąd.
Wiem, że cię zraniłam i wiem, że nigdy mi tego nie wybaczysz. Pytasz jednak,
czy cię kocham. Czy to znaczy, że mam jeszcze szansę? Że nie wszystko stracone?
A może chcesz mi zrobić tylko niepotrzebną nadzieję? Jeśli tak, nie mam ci tego
za złe. Rozumiem, że chcesz się na mnie zemścić. Zabiłam twoje dziecko…
Nie
wiem czy jest jakikolwiek sens mojego siedzenia tutaj. Najchętniej bym wyszła,
żeby nie sprawiać ci więcej bólu, ale nie zrobię tego, dopóki sam mnie nie
wyprosisz. Chcę usłyszeć to od ciebie. Chcę, żebyś kazał mi wynosić się z
twojego domu, z twojego życia. Nie zasługuję na ciebie, prawdopodobnie nigdy
nie zasługiwałam. Chociaż wiem jedno, kocham cię tak, jak nikogo nie kochałam i
jak nigdy już nikogo nie pokocham. Taka miłość nie zdarza się dwa razy. Śnię o
tobie co noc, nie mogę przestać myśleć o tobie i o każdej chwili, którą
spędziliśmy razem. Pamiętam jak cieszyłeś się, gdy planowaliśmy nasz ślub.
Oglądaliśmy salę, szukaliśmy już nawet sukienki dla mnie. Mieliśmy się pobrać
za dwa tygodnie…
-
Tak bardzo przepraszam… - mówię w końcu, jednak wciąż na ciebie nie patrzę –
Nie chciałam, Olivierze. Wybacz mi...
-
Spójrz na mnie – mówisz. Podnoszę wzrok i zamieram. Widzę w twojej dłoni
pistolet. Pistolet wycelowany prosto we mnie. Jednak nie opuszczam wzroku.
Patrzę ci w oczy. Pełno w nich bólu, złości, gniewu. Nie wiesz, co robisz,
prawda? Emocje wzięły górę nad uczuciami. O nic nie proszę, i tak wszystko mi
jedno.
Ręka
ci się trzęsie, ale nie opuszczasz broni. Uśmiechasz się w taki dziwny sposób.
Ten uśmiech sprawia, że zaczynam się bać. Upijasz łyk wina. Odstawiasz
kieliszek. Mierzysz mnie groźnym spojrzeniem.
Strzelasz.
Zły Giroud. Jak myślicie, trafił?
