czwartek, 7 lutego 2013

I want you on my mind

WŁĄCZCIE TO KONIECZNIE 
Stoisz przede mną, ze wzrokiem utkwionym w czubki moich butów. Nie masz odwagi popatrzeć mi w oczy, doskonale wiedząc, co się w nich kryje. A może aż tak nie lubisz mojego spojrzenia? Moich oczu? Myślałam, że mnie kochasz… Mówię do ciebie cicho, jednak słyszysz, że głos mi się załamuje. Proszę cię, żebyś na mnie spojrzał, ale tego nie robisz. Ściskam rączkę od walizki mocniej i chcę odejść. Ale wtedy ty mnie zatrzymujesz. Łapiesz za rękę i przyciągasz do siebie. Przytulasz się, a ja znów mogę poczuć bicie twojego serca. Znów mogę poczuć twój zapach, mogę cię dotknąć. Jest mi tak wspaniale, czuję się bezpieczna, kochana. A pamiętasz jak się poznaliśmy? Dopiero, co przyjechałeś do Londynu. Siedziałam na jednej z ławek nad Tamizą, kiedy akurat ty się tamtędy przechadzałeś. Zatrzymałeś się, gdy mnie zauważyłeś i, swoim łamanym angielskim, spytałeś czy możesz się dosiąść. Pokiwałam głową i już po chwili byłeś obok mnie. Na początku nie skojarzyłam, że to ty, dopiero po kilku minutach wpatrywania się w wodę, zrozumiałam, kim tak naprawdę jesteś. Byłeś zaskoczony, że cię znałam. Uśmiechnąłeś się w ten swój charakterystyczny sposób. W ten, w który uśmiechałeś się tylko dla mnie. Okazało się, że twój angielski wcale nie jest taki słaby. Szybko się uczyłeś i nadal uczysz. Nie chciałeś mi wtedy uwierzyć, że jestem Angielką. Z fascynacją spoglądałeś w moje błękitne oczy, mówiłeś, że podobają ci się moje ogniste, długie włosy. Już wtedy powiedziałeś mi, że jestem piękna. Nie uwierzyłam ci wtedy, ale uwierzyłam kilka miesięcy później, kiedy w końcu sprawiłeś, że zaakceptowałam samą siebie. Tak wiele ci zawdzięczam, wiesz? Śmiało mogę powiedzieć, że zawdzięczam ci życie.
Biorę głęboki wdech, bo wiem, że to może być moja ostatnia szansa na poczucie twojego zapachu. Delikatnie unosisz moją twarz do góry i całujesz tak, jakby to był nasz pierwszy i ostatni pocałunek zarazem. Z oczu lecą mi łzy, ale nie przestajesz. W tym pocałunku przekazujesz mi wszystkie swoje uczucia. Ból, rozgoryczenie, smutek… Wszystkie wspomnienia. Przypominam sobie nasz pierwszy raz. A ty jeszcze pamiętasz? Miałam wtedy okropny humor, nie zaliczyłam testy, pokłóciłam się z przyjaciółką, a pogoda była tragiczna. Przyjechałeś po mnie pod szkołę i czekałeś pod głównymi drzwiami z parasolką, małym bukiecikiem kwiatów i pudełkiem moich ulubionych czekoladek. Gdy tylko cię zobaczyłam, na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Momentalnie i ty się uśmiechnąłeś. Pojechaliśmy do ciebie, a ty całą drogę trzymałeś mnie za rękę. W domu zrobiłeś gorącą czekoladę, przykryłeś mnie kocem. Zacząłeś mnie całować, po chwili byliśmy już tylko w samej bieliźnie. Byłeś ostrożny, trochę się bałeś, ale nie bardziej niż ja. Mówią, że pierwszy raz nigdy nie jest przyjemny. Ten był. Tym aktem przelałeś mi tyle miłości, że nawet nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić. Tyle miłości, że będzie ona we mnie trwała do końca życia. Miłość, która sprawi, że nigdy o tobie nie zapomnę, choćby świat się skończył.
Wciąż nie mogę pohamować łez. Widzę ból w twoich oczach. Chcę cię jakoś pocieszyć, ale wiem, że to się nie uda. Chciałabym jakoś wszystko zmienić, chciałabym, żeby było inaczej. Ale nie mogę, nie mam takiej mocy. Wiem, że za godzinę już mnie tu nie będzie. Że to nasza ostatnia godzina. Wyobrażasz to sobie? Minęły trzy lata, dziś, dokładnie dziś mijają trzy lata od naszego pierwszego spotkania. Świadomość, że mamy już tylko godzinę sprawia, iż moje serce przeszywa tysiąc sztyletów. Ból jest nie do zniesienia. Mogliśmy mieć wieczność, a mamy godzinę. 60 minut, 3600 sekund.
Tik tak, tik tak, tik tak…
Stoimy na środku terminala, fotoreporterzy robią nam zdjęcia, ludzie podchodzą do ciebie, prosząc o autograf. Ale zdajesz się ich nie zauważać. Nie wypuszczasz mnie z uścisku, słyszę, że twoje serce zaczyna bić szybciej, mocniej. Wtulam się w ciebie jeszcze bardziej, a ty zaciskasz swój uścisk.
- Nie odchodź, błagam… - szepczesz cicho, a po twoim policzku płynie łza.  Tak bardzo chcę zostać! Wszystko we mnie krzyczy, żeby zostać, każda komórka, każdy neuron w moim ciele chce być tutaj, z tobą, przy tobie.
Jeszcze nigdy nie widziałam, żebyś tak cierpiał. Nawet, kiedy powiedziałam ci, co się dzieje. Na początku nie chciałeś uwierzyć, potem się załamałeś. Odliczałeś dni do mojego wyjazdu. Z trzech miesięcy zostało czterdzieści pięć minut. Trzy miesiące temu lekarz powiedział, że mam chore serce i potrzebna jest operacja. Operacja, której prawdopodobnie nie przeżyję. Nie, nie możesz ze mną jechać. Musisz zagrać w Derbach, musisz zagrać z Chelsea i City. Musisz to zrobić dla mnie, dla drużyny. Oni cię potrzebują bardziej niż ja. Wiem, nie rozumiesz tego. Powtarzasz, że jeszcze będą nie jedne derby, nie jeden mecz z Chelsea. Że chcesz być ze mną podczas operacji. Jesteś gotów, by oddać wszystkie swoje pieniądze, żeby tylko ci na to pozwolili. Ale ja nie pozwalam. Wiem, że po tym już się nie pozbierasz. Powiedz, chciałbyś patrzeć jak umieram? Chciałbyś zobaczyć tę prostą linię? Lepiej zapamiętaj mnie taką, jaka teraz jestem. Zapamiętaj mnie jako swoją Rachel. Uśmiechniętą, wredną, niemiłą, ale twoją. Nie chce żebyś mnie widział na sali operacyjnej. Chcę ci tego oszczędzić, bo cię kocham.
Głaszczesz moją dłoń i kręcisz z niedowierzaniem głową. Nie potrafię już nawet na ciebie patrzeć, bo z każdym spojrzeniem łzy lecą coraz mocniej. Już i tak całą sukienkę mam od nich mokrą. W normalnej sytuacji, zaśmiałbyś się, że farba mi spłynie z włosów. Teraz nawet nie możesz unieść warg, żeby się uśmiechnąć.
- Wrócisz, prawda? – pytasz po chwili, z pewnością w głosie.
Unoszę głowę do góry i, hamując łzy, odpowiadam: Chciałabym. Naprawdę, ale wiesz, jaka jest sytuacja…
Gwałtownym ruchem przyciągasz mnie do siebie i znów całujesz. Przypominam sobie jak spacerowaliśmy po Londynie i małe dziewczynki piszczały za tobą niczym te starsze, doroślejsze. Przypominam sobie, jak zabrałeś mnie pierwszy raz na mecz i przedstawiłeś wszystkim chłopakom, powiedziałeś, ze jestem twoją dziewczyną i denerwowałeś się za każdym razem, gdy ktoś na mnie patrzył. Byłeś cholernie zazdrosny, ale to działało w dwie strony. Ja o ciebie byłam równie zazdrosna. Na każdej imprezie miałam ochotę zabić co najmniej pięć dziewczyn, które cię podrywały. A pamiętasz, jak kiedyś wpadłeś do mnie na lekcje o dwunastej i powiedziałeś nauczycielce, że muszę wyjść, bo dyrektor mnie wzywa? Tak naprawdę zabrałeś mnie wtedy do parku, gdzie siedzieliśmy do północy, pijąc tanie wino. Przez trzy lata wydarzyło się tyle, że nie zdążyłabym tego wszystkiego teraz nawet sobie przypomnieć. A bardzo bym chciała. Jestem za to pewna, że ty sobie przypomnisz i, że nigdy nie zapomnisz. Chciałabym, żebyś zawsze miał dla mnie choć trochę miejsca w swoim sercu. Wiem, że gdy odejdę, znajdziesz kogoś nowego, ale chciałabym, żebym nie poszła w niepamięć. Nie mogę decydować za ciebie, nie mogę też wpływać na twoje myśli, ale to chyba moja ostatnia prośba. Żebyś pamiętał i nigdy nie zapomniał.  Wiesz, pamiętam każde śniadanie do łóżka, które mi zrobiłeś, każdy obiad i kolację, na które mnie zabierałeś. Pamiętam jak znosiłeś moje kaprysy na zakupach i jak zgadzałeś się na dziesiątki rodzinnych kolacji. Moja rodzina cię pokochała i, chociaż nie mamy ślubu, dla nich będziesz już zawsze synem, bratem, wujkiem. A dla mnie? Nie wiem, kim jesteś i będziesz dla mnie. Chyba nie ma takiego słowa, które mogłoby nazwać nasz związek.  Miłość? To za mało. Chłopak, kochanek, przyjaciel? Nawet w połowie nie określa tego, jak bliski mi jesteś. Nie ma na świecie słów, które mogłyby opisać moje uczucia do ciebie.
Chciałabym znów usiąść na tej ławce nad Tamizą. Znów cię tam spotkać. Albo nie, chciałabym usiąść z tobą na kanapie i pograć w FIFA. Chciałabym, żebyśmy mogli spędzić każdy kolejny dzień razem, żebyśmy za kilka lat mogli mieć własne dziecko, żebyśmy stanęli przy ślubnym kobiercu, chociaż wiem, że nawet i bez tego moglibyśmy obiecać sobie miłość, wierność i uczciwość. Ale jednak chciałabym włożyć białą suknię, chciałabym, żeby to było tylko nasz dzień. Nasza noc. Wiem jednak, że to niemożliwe. Ale przecież nikt nie zabroni człowiekowi marzyć. Chciałabym, żebyś teraz powiedział Kochanie, cieszę się, ze już wróciłaś, możemy wracać do domu. Zawsze to mówiłeś, gdy odbierałeś mnie z lotniska. Teraz mnie na nie zawozisz i wiesz, chociaż nie chcesz w to uwierzyć, że już nigdy mnie z niego nie odbierzesz. Wiesz, że już nigdy nie zobaczysz mnie, wychodzącej zza dużych, ruchomych drzwi. Wiesz, że każdy kolejny dzień, będzie dniem nowego życia, bo mnie już w nim nie będzie. W końcu, wiesz, że gdy się w nocy obudzisz, nie zastaniesz mnie obok. Zastanawiam się, po której stronie łóżka będziesz teraz spał. Po lewej, jak przez ostatnie trzy lata, czy po prawej, tam, gdzie ja lubiłam spać? A może na środku? Przynajmniej do czasu, aż sobie kogoś znajdziesz. Zadaję sobie setki pytań. Dlaczego to spotkało nas, dlaczego nie dane nam było cieszyć się sobą aż do starości? Chciałam cię wspierać w twojej karierze, chciałam zobaczyć jak wznosisz puchary, jak na twoim koncie przybywa trofeów. Chciałam widzieć tę twoją dziecinną radość, chciałam być na każdym twoim treningu, patrząc jak z zaciętością trenujesz i doskonalisz swoje umiejętności. Widocznie Bóg chciał inaczej, ale z czystym sercem mogę powiedzieć jedno. Nie żałuję. Gdybym miała cofnąć się trzy lata i zdecydować, czy chcę cię poznać, czy nie, wybrałabym tę pierwszą opcję. To były najlepsze trzy lata w moim życiu i nie zamieniłabym ich na nic innego. A ciebie nie zamieniłabym na nikogo innego. Ty nadajesz sens mojemu życiu, a może jesteś sensem mojego życia? Jesteś dla mnie wszystkim, dziękuję Bogu, że cię mam, bo lepiej trafić nie mogłam. Z tobą czułam się bezpiecznie, traktowałeś mnie jak prawdziwą księżniczkę. Wiedz, że będę twoim Aniołem Stróżem….
Tik tak, tik tak, tik tak… spoglądam na zegarek. Dziesięć minut. Dziesięć minut i zniknę z twojego życia. Oh, gdybym mogła to zmienić… Gdybym była w stanie to wszystko zmienić, pewnie teraz siedzielibyśmy u ciebie. Albo u mnie. Moglibyśmy się przytulić, a ty mógłbyś mnie pocałować. Pewnie byśmy się kochali, a jutro narzekałbyś, że nie chce ci się wstawać na trening. Skopałabym cię z łóżka i pogoniła do samochodu. Pojechałbyś, a może nawet zabrał i mnie. Jack poopowiadałby mi śmieszne historie o swoim małym Archiem, a ty szepnąłbyś, że nam też by się taki przydał. Potem Mikel pouczyłby cię, że musisz ładniej się odzywać do kobiet, a Santi zaśmiałby się, że znalazł się Pan Idealny. Poldi walnął by cię w tył głowy i zaczęlibyście się ganiać, jak pięciolatki. W końcu dołączyłby do was Kieran, a Wojtek, jak zwykle ostatni, wyszedłby z szatni i wyśmiał was. Pojechalibyśmy razem do parku, albo do Camden i posiedzieli nad wodą. Słońce ogrzewałoby nas swoimi promieniami, a Ty rozjaśniałbyś mój świat uśmiechem. Wieczorem, wrócilibyśmy zmęczeni do domu i zasnęli na kanapie, przykryci Arsenalowym kocem, przytuleni do siebie.
Piękny scenariusz, prawda? Widzisz, wystarczy, że zamienisz mnie na jakąś inną dziewczynę i schemat dalej będzie pasował. Będziesz szczęśliwy, musisz być. Nagle słyszę, że dzwoni mój telefon. Wyciągam go z torebki. Dwunasta. Oboje wiemy, że to już czas.
Przyciągasz mnie do siebie i po raz ostatni całujesz.
Po raz ostatni gładzisz moje włosy.
Po raz ostatni spoglądasz mi w oczy i całujesz w czoło.
- Kocham cię, Skarbie – szepczesz, również po raz ostatni i puszczasz moją dłoń. Widzę, że płaczesz.
- Kocham cię – krzyczę z desperacją w głosie i powolnym krokiem odchodzę.
Ciągnę za sobą małą, czarną walizkę. Otwierają się przede mną drzwi. Odwracam się i ostatni raz spoglądam na ciebie. Ten widok tak bardzo boli, że niemal biegnę na drugą stronę. Drzwi się zamknęły. Zatrzymuję się na chwilę, ale w końcu postanawiam pójść. Wiem, że nie mam wyboru.
***
Trzydziesty września.
Wszystkiego najlepszego, Kochanie. Powodzenia na meczu.
Wiesz, wybrali mi beznadziejny termin na operację. Właśnie dziś, o siedemnastej. W twoje urodziny, w dzień derbów. Nawet nie obejrzę do końca. Ale zdążę zobaczyć jak wybiegasz na boisko. Pozwolili mi, pierwszy raz odkąd tu jestem. To chyba z litości, ale to już nieważne. Ważne, że znów cię zobaczę. Znów zobaczę twój uśmiech, chociaż przyznam, że udało mi się przemycić twoje zdjęcie. Uśmiechasz się na nim. Ale jednak mecz to co innego. Wierzę w ciebie, mama mówiła, że z Chelsea strzeliłeś hat-tricka. Swojego pierwszego w tym sezonie! Oh, gdybyś wiedział, jaka jestem dumna z ciebie. Teraz z niecierpliwością wyczekuję drugiego. Za chwilkę zaczyna się mecz. Mam nawet na szyi swój szalik. Też mi pozwolili.
O, widzę już Thomasa i Wojtka. Zaraz za nimi idzie Jack, Santi, Mikel, Poldi i… Ty. Nie uśmiechasz się, skarbie, gdzie twój uśmiech? Patrzysz nieprzytomnie przed siebie, błagam, nie mów, że coś wczoraj piłeś… Widzę, że oczy masz podkrążone i zaczerwienione od łez. Dlaczego nie śpisz, przecież obiecywałeś? Martwi mnie to, jak wyglądasz, boję się, że coś ci się stanie na boisku. Miałeś o siebie dbać, Kochanie! Z oczu płyną mi łzy, kiedy kamerzysta robi zbliżenie na twoją twarz. Zaczyna się mecz. Mimo zmartwień, grasz wspaniale. Wygrywasz każdy pojedynek, celnie podajesz. Fani na stadionie skandują piosenkę na twoją cześć, a ja cichutko podśpiewuję razem z nimi. Jednak nie udaje się wam strzelić. Pierwsza połowa dobiega końca, zacina mi się transmisja. Do Sali wchodzi lekarz i mówi, że za dwadzieścia minut mam już być gotowa. Nie słucham tego, co mówi. Z niecierpliwością czekam na drugą połowę. Z trudem powstrzymuję się, żeby nie przejrzeć twoich nowych zdjęć. Chcę się zalogować na Twittera, ale zapomniałam, że go usunęłam. W końcu mecz znów się zaczyna. Wyglądasz troszkę lepiej, nawet lekko się uśmiechasz. Nagle do mojej Sali wchodzi pielęgniarka i mówi, że już muszę iść. Zdejmuję szalik i słyszę krzyk komentatora:
Arsenal goooooooooooooool!! Bramkarz nie miał szans, Olivier Giroud strzałem zza pola karnego pokonuje….
Zatrzaskuję laptopa, ale zdążyłam jeszcze zobaczyć jak się cieszycie. Rozpłakałam się na dobre. Pielęgniarka mnie nie pośpieszała. Wyjęłam z pod poduszki twoje zdjęcie i ściskając je najmocniej jak się da, usiadłam na wózek. Na Sali operacyjnej byłam kilka chwil później. Zanim położyłam się na stole, włożyłam pod poduszkę twoje zdjęcie i poprosiłam pielęgniarkę, żeby obcięła mojego długiego warkocza. Z kieszeni piżamy wyjęłam foliową torebkę i kopertę.
- Proszę to dać mojej mamie – powiedziałam. Kobieta pokiwała głową i wyszła na chwilę z pomieszczenia. – Żegnaj, Kochanie – dodałam po chwili i położyłam się.
***
Dwa dni później
Nie udało się. Mogłem się tego spodziewać. Jej mama przywiozła mi jakąś kopertę. Siadam na łóżku, gdzie czuję jeszcze jej zapach i powoli ją otwieram. Pierwsze, co widzę, to długi warkocz, ściśle splecionych czerwonych włosów. Wyjmuję go z opakowania i przyciskam do twarzy. Czuję jej waniliowy szampon i malinowe perfumy. Już nawet nie mam siły płakać. Chcę wyrzucić kopertę, ale wtedy dostrzegam w niej jeszcze jedną, cieńszą. Wyciągam i drżącymi dłońmi, otwieram.

Olivierze,
Jeśli będziesz to czytał, to znaczy, że już się nie zobaczymy. Wiedziałeś, że tak będzie, prawda? Obiecałeś, że się pozbierasz i mam nadzieję, że dotrzymasz obietnicy. Ja swojej dotrzymam. Będę walczyć do samego końca. Chciałabym wrócić, bo czuję niedosyt. Za mało czasu było nam dane. Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale nie o tym chcę pisać.
Chcę Ci powiedzieć, że Cię kocham. Kocham Cię tak, jak jeszcze nikogo nie kochałam. Chciałabym móc się Tobą zająć, chciałabym być przy Tobie. Zawsze powtarzałeś, że jestem Twoim światełkiem. Oli, ja nie chcę, żeby ono gasło! Obiecaj, że znajdziesz nowe światełko, nawet jaśniejsze? Obiecaj, dobrze? Chcę, żeby było Ci dobrze, żebyś wygrywał. Po to jesteś w Arsenalu, pamiętasz? Ja przegrałam, ale to nie znaczy, że Ty też musisz. Wręcz przeciwnie. Wygrywaj. Dla mnie, dla siebie, dla drużyny, dla kibiców. Jesteś zwycięzcą, Oli Loli.
Nie mam słów, żeby podziękować Ci za to, co dla mnie zrobiłeś. Uratowałeś mnie, zająłeś się mną. Nie wiem jak mam Ci dziękować, naprawdę. Ale wiem, że muszę. Dziękuje, że wtedy spacerowałeś nad Tamizą, dziękuję za każdą sekundę spędzoną razem, dziękuję, za miłość, którą mi dałeś. Dziękuję, że byłeś cudownym przyjacielem i kochankiem. Dziękuję, że sprawiłeś, że chce mi się żyć. Gdybym miała wybierać… wolałabym nigdy nie dowiedzieć się o chorobie. Ale wyszło inaczej.
Chociaż mogłam się pożegnać.
Olivierze, oddaję Ci moje ostatnie bicie serca.
Twoja na zawsze,
Rachel.



To taki jednopart, wiem, że nieudany, ale czułam potrzebę napisania czegokolwiek. Dedykuję to J., Domi - bo dziś jej urodziny, więc to taki mały prezent i Klaudii. Enjoy.

1 komentarz:

  1. Napisałam komentarz i się usunęło... Kurde...
    Umiem napisać płaczącą minkę, ale tu nie zadziała. Ale i tak ją napiszę... :'(
    Tak, płaczę i płaczę... Jesteś genialna, wiesz?
    A to...to było...
    wspaniałe...
    cudowne...
    smutne...




    Dziękuję, C...

    OdpowiedzUsuń