sobota, 9 lutego 2013

I love the way that it hurts



Spoglądasz na mnie, trzymając w dłoni kieliszek wypełniony najlepszym czerwonym winem. Widzę złość i gniew w twoich oczach, widzę, że ręce ci się trzęsą. Jesteś jak tykająca bomba, która zaraz wybuchnie. I chociaż nie lubię jak się złościsz, to tym razem rozumiem twój stan. Rozumiem twój gniew, ba, byłabym nawet w stanie zrozumieć, gdybyś mnie znienawidził. W końcu zmarnowałeś dla mnie dwa lata życia. Nie powiedziałeś tego, ale wiem, że tak czujesz. Czekam aż w końcu coś powiesz. Możesz krzyczeć, możesz się wydzierać. Ale nie milcz tak, bo dobija mnie to! Cisza jest dużo gorsza niż krzyk, dobrze o tym wiesz. Może właśnie dlatego się nie odzywasz. Może w taki sposób chcesz mnie ukarać, chociaż doskonale wiesz, że to nie jest moja wina. Nie mogłam tak żyć. Wiedziałeś, co może się stać, jeśli zwiążesz się z szesnastolatką. Wiedziałeś, ale jednak nie odrzuciło cię to.
- Jak mogłaś to zrobić? – pytasz w końcu, a gniew w twoich oczach ustąpił smutkowi – Jak mogłaś postąpić tak nieodpowiedzialnie? - Nie umiem nic odpowiedzieć. Spuszczam wzrok i patrzę na swoje kolana. Boję się znów dostrzec ten ból w twoich zielonych oczach. Boję się, że tego nie wytrzymam. Zdejmuję z palca pierścionek, który mi dałeś i kładę go na stół. Nie zasługuję na ciebie, chyba nigdy nie zasługiwałam. Patrzysz na mnie zdziwiony - Mnie też już nie kochasz? – spoglądasz to na mnie, to na pierścionek, który leży naprzeciw ciebie.
- Kocham – szepczę.
Przypominam sobie, jak mi się oświadczyłeś. Czekałam na ciebie przed stadionem, po wygranym meczu z Tottenhamem. Strasznie długo cię nie było, a kiedy wyszedłeś, byłeś bardzo podenerwowany. Nie wiedziałam, co się dzieje. Fani podchodzili do ciebie, prosząc o autograf lub wspólne zdjęcie i wtedy to zrobiłeś. Przed samym wejściem, klęknąłeś i spytałeś, czy zostanę twoją żoną. Pamiętasz jak zaczęłam się wtedy śmiać? Myślałam, że żartujesz, przecież byliśmy ze sobą dopiero rok, a co więcej, ja miałam dopiero siedemnaście lat. Kibice zebrali się wokół nas i zaczęli bić brawa i krzyczeć, żebym się zgodziła. Otworzyłeś czerwone pudełeczko, w którym zobaczyłam pierścionek z malutkim diamentem. Byłeś strasznie zestresowany, a ja nie mogłam wykrztusić ani jednego słowa. W końcu powiedziałam tak, a ty włożyłeś pierścionek na mój palec. Podniosłeś mnie i pocałowałeś tak, jak jeszcze nigdy tego nie zrobiłeś. Z oczu popłynęły mi łzy, bo nie mogłam uwierzyć w to, co się właśnie stało. Oświadczył mi się mężczyzna, którego kochałam.
Wiesz, że nie chcę ci oddawać tego pierścionka, prawda? Nie przestałam cię kochać. Myślę, że pokochałam cię już wtedy, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Pamiętasz to jeszcze? Przypadkowe spotkanie w kawiarni. Zamówiłeś taką samą kawę jak ja. Cynamonowe Latte. Wydarłam się wtedy na ciebie, że zabrałeś mi moją kawę, a kiedy się odwróciłeś i spojrzałeś na mnie niczym kot ze Shreka, złość mi przeszła. Nie wiedziałam, że jesteś sławny, nie interesowałam się wtedy piłką nożną. Ale kiedy ludzie zaczęli prosić cię o autograf, wybiegłeś ze Starbucksa, zabierając moją kawę. Ja dostałam twoją. Wyszłam stamtąd szybko, cały czas o tobie myśląc. Dopiero w domu pomyślałam, żeby spojrzeć na kubek po kawie, na którym na pewno było napisane twoje imię. Olivier. I serduszko obok. Zaśmiałam się i postanowiłam cię znaleźć. Znalazłam. Przeglądałam wszystkie twoje zdjęcia, twittera, facebooka, zaczęłam nawet oglądać mecze Arsenalu.
I to na meczu spotkaliśmy się po raz drugi. Chciałam znów zobaczyć cię na żywo. Strzeliłeś nawet bramkę. To był mecz z West Hamem. Spiker powiedział wtedy, że to była twoja pierwsza bramka w barwach Arsenalu. Darłam się jak głupia. Po meczu zawołałeś mnie, kiedy schodziłam po schodach. Cynamonowa dziewczyno! ­– krzyknąłeś wtedy. Odwróciłam się i uśmiechnęłam się szeroko. Też się uśmiechnąłeś. Zaprosiłeś mnie na kawę i..jakoś tak wyszło, że zostaliśmy parą. Wszyscy mi zazdrościli, w końcu moim chłopakiem był Olivier Giroud.
Było nam cudownie, powtarzałeś, że to najlepsze dwa lata twojego życia.  Zabierałeś mnie na mecze, na imprezy. Poznałam wszystkich kolegów i dzięki tobie pokochałam piłkę nożną. Nie wyobrażałam już sobie bez tego życia. Bez tej adrenaliny, bez codziennego sprawdzania wiadomości ze świata futbolu. Czasem nawet uczyłeś mnie grać, pamiętasz? Śmiałeś się, że mam lepszego cela niż ty, chociaż w ogóle nie trafiałam do bramki. Chodziliśmy na spacery, na obiady. Zapominałam, że między nami jest aż dziesięć lat różnicy. Nie traktowałeś mnie jak dzieciaka, chociaż oczywiście opiekowałeś się mną i czasem zachowywałeś jak starszy brat. Byłeś cierpliwy, na nic mnie nie namawiałeś. Byłeś po prostu idealny, a ja taka nie potrafiłam być. Musiałam coś zepsuć, zjebać.
Wszystko zmieniło się miesiąc temu. Dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Świat legł mi w gruzach. Nie chciałam z tobą rozmawiać, nie odbierałam telefonów, nie pozwalałam wpuścić cię do domu. Nikt nie wiedział, co się ze mną dzieję, a ty tak bardzo się martwiłeś. Płakałam całymi dniami, z nikim nie rozmawiałam. Wiesz jak ja się wtedy czułam? Chciałam, żebyś był obok, ale wiedziałam, że nie pozwolisz mi zrobić tego, co planowałam. Nigdy nie zgodziłbyś się na aborcję, przecież to też twoje dziecko. A ja wiedziałam, że nie dam rady. Nienawidziłam dzieci, nienawidziłam siebie, że zgodziłam się pójść z tobą do łóżka. Nawet nie skończyłam szkoły, nie wyobrażałam sobie, że miałabym donosić ciążę do końca. Udało mi się zebrać pieniądze i zrobiłam to. Usunęłam. Powiedziałam ci jak było już po wszystkim. Nawet się nie złościłeś, ty po prostu się rozpłakałeś.
Przyjechałeś wtedy do mnie, z bukietem czerwonych róż, uśmiechnięty, ale jednocześnie zmartwiony, bo nie wiedziałeś, co się dzieje. Nie spodziewałeś się tego, prawda? Powiedziałeś wtedy, że nie sądziłeś, że mogę być zdolna do tak okropnego czynu. Wtedy zrozumiałam, że postąpiłam źle, ale było już za późno. Za późno żeby to odwrócić. Bałam się, że cię stracę. Patrzyłeś na mnie, a po policzkach ciekły ci łzy. Cisnąłeś kwiaty w kąt i wybiegłeś z domu. Przez miesiąc się nie odzywałeś. Przez miesiąc wegetowałam, jak jakaś roślinka, którą ktoś zapomniał podlać. Codziennie dzwoniłam, ale zrozumiałam w końcu, że to nie ma sensu. Że już nigdy nie usłyszę twojego głosu, że już nigdy mnie nie przytulisz, nie pocałujesz. Rzuciłam szkołę. Nie wychodziłam ze swojego pokoju, prawie nie jadłam. A wiesz, co było w tym wszystkim najgorsze? Że to ja doprowadziłam do tej sytuacji. Chciałam nawet się zabić, ale brakowało mi odwagi. Najbardziej bałam się tego, że się nie uda. Że ktoś mnie w jakiś sposób uratuje. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić i wtedy zadzwoniłeś. Spytałeś, czy przyjadę na kolację. Przyjechałam.
Dalej na mnie patrzysz, dalej się nie uśmiechasz. Prosisz, żebym coś zjadła, ale ja nie mam ochoty na jedzenie. Chcę tylko, żebyś mnie przytulił, ale przecież o to nie poproszę. Tak bardzo brakuje mi twojej bliskości, tak bardzo chciałabym znów poczuć ciepło twoich ust, chciałabym, żebyś pogłaskał mnie po włosach, jak to robiłeś zawsze, gdy byłam smutna. Chciałabym, żebyś powiedział, że będzie dobrze. Wzięłam pierścionek z powrotem do ręki i zaczęłam go obracać w dłoni. Nie wytrzymałam, w końcu łzy poleciały po moich policzkach. Nie chciała wyjść na potwora, na kogoś, kto nie ma uczuć. Myślałam, że tak będzie łatwiej, że będzie jak dawniej. Myliłam się i teraz dobrze o tym wiem. Oli, ja mogę mieć z tobą nawet setkę dzieci! Teraz. Tylko wybacz mi to, co zrobiłam. Bałam się!
Tak bardzo się bałam, że odejdziesz i zostanę z tym sama. Mówiłam ci, że jestem słaba, młoda, głupia. Ale cały czas cię kochałam. Wiesz, teraz myślę sobie, jakby to było, gdybym tego nie zrobiła. Za parę miesięcy urodziłoby się nam dziecko, może chłopczyk, który byłby taką miniaturką ciebie. Miałby twoje zielone oczy i twój bajeczny uśmiech. Łamał by serca dziewczynom, ale kiedy znalazłby tę jedyną, kochałby ją, tak, jak ty kochałeś mnie. A gdyby to była dziewczynka, to może byłaby podobna do mnie? Kupowalibyśmy jej malutkie sukieneczki i kostiumy Arsenalu… Tak, Olivierze, wiem, że popełniłam błąd. Wiem, że cię zraniłam i wiem, że nigdy mi tego nie wybaczysz. Pytasz jednak, czy cię kocham. Czy to znaczy, że mam jeszcze szansę? Że nie wszystko stracone? A może chcesz mi zrobić tylko niepotrzebną nadzieję? Jeśli tak, nie mam ci tego za złe. Rozumiem, że chcesz się na mnie zemścić. Zabiłam twoje dziecko…
Nie wiem czy jest jakikolwiek sens mojego siedzenia tutaj. Najchętniej bym wyszła, żeby nie sprawiać ci więcej bólu, ale nie zrobię tego, dopóki sam mnie nie wyprosisz. Chcę usłyszeć to od ciebie. Chcę, żebyś kazał mi wynosić się z twojego domu, z twojego życia. Nie zasługuję na ciebie, prawdopodobnie nigdy nie zasługiwałam. Chociaż wiem jedno, kocham cię tak, jak nikogo nie kochałam i jak nigdy już nikogo nie pokocham. Taka miłość nie zdarza się dwa razy. Śnię o tobie co noc, nie mogę przestać myśleć o tobie i o każdej chwili, którą spędziliśmy razem. Pamiętam jak cieszyłeś się, gdy planowaliśmy nasz ślub. Oglądaliśmy salę, szukaliśmy już nawet sukienki dla mnie. Mieliśmy się pobrać za dwa tygodnie…
- Tak bardzo przepraszam… - mówię w końcu, jednak wciąż na ciebie nie patrzę – Nie chciałam, Olivierze. Wybacz mi...
- Spójrz na mnie – mówisz. Podnoszę wzrok i zamieram. Widzę w twojej dłoni pistolet. Pistolet wycelowany prosto we mnie. Jednak nie opuszczam wzroku. Patrzę ci w oczy. Pełno w nich bólu, złości, gniewu. Nie wiesz, co robisz, prawda? Emocje wzięły górę nad uczuciami. O nic nie proszę, i tak wszystko mi jedno.
Ręka ci się trzęsie, ale nie opuszczasz broni. Uśmiechasz się w taki dziwny sposób. Ten uśmiech sprawia, że zaczynam się bać. Upijasz łyk wina. Odstawiasz kieliszek. Mierzysz mnie groźnym spojrzeniem.
Strzelasz. 




Zły Giroud. Jak myślicie, trafił?

1 komentarz: